Jeremie na wyspach

Paul Gillon, Jeremie dans les Iles

Paul Gillon to twórca wielu komiksów, w Polsce znany z albumu Rozbitkowie Czasu – Uśpiona Gwiazda wydanego przez Komiks- Fantastykę a później kontynuowanego przez Egmont. Jego czysta, klasyczna kreska, a przede wszystkim scenariusz Jean – Claude’a Foresta, sprawiły że ten komiks został mi na długo w pamięci. Poza tą opowieścią SF Gillon jest autorem wielu innych komiksów, bardzo zróżnicowanych gatunkowo. Tworzył zarówno komiksy obyczajowe, jak 13, Rue d’espoir, jak i gatunkowe, przede wszystkim fantastykę. Oprócz Rozbitków Czasu, w których odpowiadał na początku jedynie za rysunki by w późniejszych albumach zając się również tworzeniem scenariusza, stworzył samodzielnie serię S-F La Survivante i thriller Les Leviathans. Gillon był długo związany z pismem komiksowym Valliant a później z jego następcą, magazynem Pif.

Obrazek

Każdy kto czytał Rozbitków wie, że Gillon nie stronił od erotyki w swoich dziełach. Jest ona obecna w wielu jego komiksach, czasem dość otwarcie jak w pół pornograficznym La Survivante, czasem w tle jak w Rozbitkach Czasu czy Les Leviathans. Gillon stworzył jednak w swojej karierze komiks skierowany do młodszego czytelnika, choć doskonałej jakości i dający sporo frajdy dorosłemu czytelnikowi. Jeremie dans les Iles to czterotomowa seria historyczna osadzona w bliżej nieokreślonej epoce, zapewne pierwszej połowie siedemnastego wieku, na Karaibach. A jeżeli mamy Karaiby, i XVII wiek, to komiks musi traktować o piratach.

Gillon, co przykro mówić, nie był wirtuozem scenariusza. Wystarczy porównać jego dokonania w serii Rozbitkowie Czasu z tym co pokazał Forest w początkowych albumach cyklu. Co prawda porównywanie scenariuszy Gillona z tymi stworzonymi przez Foresta nie jest do końca fair, bo twórca Barbarelli był mistrzem w tej dziedzinie i każdy komiks do jego scenariusza jaki miałem okazję przeczytać był świetny. W swoich samodzielnych dokonaniach Gillon też nie wznosił się scenariuszowo na szczyty. Tym większą niespodzianką są przygody Jeremiego, gdzie nie tylko zniknęła (niemal) tak lubiana przez rysownika erotyka w warstwie graficznej ale także scenariuszowo dzieło osiągnęło bardzo wysoki poziom. Obrazek

Seria Jeremie dans les Iles (Jeremie na wyspach) powstała jako wieloodcinkowy cykl do pisma komiksowego dla dzieci Pif Gadget i tam ukazywała się w 20 stronicowych epizodach by dopiero później zostać zebraną w czterotomowej edycji. Pif Gadget, mimo że skierowany do dzieci publikował komiksy skierowane również do dorosłych, między innymi Corto Maltese Pratta, Le Concombre Masque (Zamaskowany ogórek) Mandryki czy Gai Luron Gotlieba. Historia młodego chłopca okrętowego, Jeremiego, zaczyna się gdy dryfuje samotnie w szalupie na Morzu Karaibskim i ląduje na bezludnej zdawałoby się wyspie. Tutaj, jak Robinson Cruzoe musi on sobie poradzić z typowymi problemami rozbitka, jak zdobycie żywności, rozpalenie ognia czy znalezienie schronienia na noc.

Niebawem jednak sytuacja się zmienia a czytelnik zdaje sobie sprawę że dalsza historia będzie podążała dziwnymi ścieżkami. Bohater zostaje schwytany przez Indian i przeznaczony na ofiarę na piramidzie przypominającej Aztecką. Kwestia skąd Aztekowie wzięli się na Karaibach pozostaje bez odpowiedzi. Od tego momentu wiemy już że cykl nie pretenduje do pokazywania prawdy historycznej a jedynie serię opowieści gdzie przygody i wartka akcja są najważniejsze. Jeremie oczywiście ucieka, dzięki sprytowi, odwadze i swoim umiejętnościom. To będzie odtąd znak rozpoznawczy cyklu, w jakiekolwiek tarapaty wpada nasz młody protagonista zawsze się z nich wykaraska dzięki swojemu sprytowi, uporowi, odwadze i zręczności. Oczywiście, jak przystało na opowieść przygodową, ratuje się z opresji jedynie po to by wpaść w jeszcze większe kłopoty ku uciesze czytelnika.

Obrazek

Seria zaczyna się jak opowieść przygodowa, nawet fantastyczna, do tego dość powolnie się tocząca, ale szybko zmienia kierunek w stronę komiksu pirackiego. Już w pierwszym albumie Jeremie ląduje na statku pirackim i od tego czasu akcja przyspiesza. Przyspiesza tak że tempa akcji i malowniczych postaci mogliby temu komiksowi pozazdrościć Piraci z Karaibów. Oczywiście nie mogą nas ominąć żadne obowiązkowe elementy opowieści pirackiej. Mamy więc piękną pannę porwaną przez piratów, chciwych i zdradzieckich Hiszpanów, intrygi na dworach gubernatora Jamajki, okrutnych handlarzy niewolników, cynicznych piratów i najemników, honorowych pirackich kapitanów, kod braci wybrzeża. Statki w tym komiksie toną jeden za drugim, jak przystało na porządną piracka opowieść. Nie brakuje w tym cyklu żadnego archetypu znanego z opowieści pirackich tak modnych w kinie popularnym lat trzydziestych, czterdziestych i pięćdziesiątych.

Co jednak sprawia że komiks Gillona świetnie się czyta to nie tylko wartka i zaskakująca akcja, jak przystało na piracką opowieść przygodową, ale postaci pojawiające się w komiksie. Zarówno główny bohater, który jest być może zbyt prawy i doskonały, jak i pozostałe postacie pojawiają się w opowieści są dobrze skonstruowane i mają dobrze zakreślone charaktery, czego Gillon dokonuje naprawdę mistrzowsko, czasem na zaledwie paru stronach czy kilku kadrach. Co ciekawe, większość postaci pojawiających się w komiksie jest definiowana przez swoje wady, wielu z nich to kompletne szuje czy mordercy a i tak czujemy do nich sympatię. Postacie stają się interesujące przez swoje wady i są jednocześnie kontrastem dla zbyt jednoznacznego głównego bohatera. Najlepiej tą dwuznaczność bohaterów symbolizuje Karstenfeld, Austriacki najemnik w służbie hiszpańskiej który w trakcie akcji komiksu staje się piratem a wcześniej służył już armiom kilku innych krajów. Wiara w autorytety nie jest tu w cenie ale są rzeczy które są ważne nawet dla takiego cynika, a jest to przyjaźń i lojalność wobec przyjaciół czy ludzi którzy postępują honorowo, nieważne czy są piratami czy mordercami. Gillon połączył w tym komiksie rozrywkę z przekazem moralnym i zrobił to perfekcyjnie.

Obrazek

Na uwagę zasługuje też strona formalna komiksu, czy też właśnie nie do końca komiksu. Bowiem w dziele Gillona nie ma dymków, teksty wpisane są w obrazki a opisy są umieszczone w nich wraz z dialogami, wyróżnionymi jedynie cudzysłowem. Jako że Gillon był doświadczonym twórcą i miał na swoim koncie wiele albumów przed powstaniem tego cyklu założyć należy że był to świadomy wybór. Może chodziło o nadanie serii trochę staroświeckiego charakteru, co na pewno się udało bo czytając ten komiks ma się wrażenie że obcujemy z opowieścią klasyczną. Mi ten komiks przywodzi na myśl stare ilustrowane wydania Robinsona Cruzoe, cofa mnie do czasów szkoły podstawowej i takich właśnie opowieści o piratach i ich przygodach.

Nie wiem dlaczego, seria nie spodobała się czytelnikom i nie była kontynuowana. I jest to naprawdę dziwne, bo Gillon budował napięcie w tej opowieści rewelacyjnie a jego historie zawsze kończyły się tak by zaciekawić czytelnika. tak tez było w ostatniej części, Forcie San Juan. Jeremie który został w międzyczasie piratem, wypływał z przyjaciółmi na Bahamy. Niestety nigdy nie dowiem się jakie przygody tam na niego czekały.

Paul Gillon seria Jeremie dans les Iles (Jeremie na wyspach)

1. Les Dieux barbares (Barbarzyńscy bogowie)
2. La mijaurée, la mégère et le nabot (Złośnica, megera i karzeł)
3. Intrigues à la Jamaïque (Intrygi na Jamajce)
4. Le fort de San-Juan (Fort San Juan)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s